2016.11.05 Półmaraton Świdnicki 1:19:40 – 17msc OPEN, 1msc M40

img_8689

img_8693

 

img_2675

Półmaraton Świdnicki 17 miejsce na 1500 startujących, zwycięstwo w kategorii M40. Trasa bardzo trudna, czas więc lichy 1:19:40. 

Po nieudany Maratonie Warszawskim (zejście z trasy na 25 km), postanowiłem udowodnić sam sobie, że „jestem i mam się dobrze”. Plan wykonałem, choć liczyłem na lepszy wynik czasowy. Jednak być najlepszym wśród 280 startujących 40-latków to też coś.

Organizacyjnie super impreza. Całe miasto nią żyje. Malownicza trasa prowadząca przedgórzem Sudetów już praktycznie. Bardzo miłe wrażenia. Warto było zrobić 800 km za kółkiem, żeby zdobyć to kolejne doświadczenie biegowe.

W najbliższy piątek ostatni start w sezonie – Bieg Niepodległości (10 km).

2016.06.11 Bieg Ursynowa 10 km – 37:14 – 6 msc OPEN

IMG_8239

To był bardzo dobry bieg (wbrew temu, co wskazuje przeciętny wynik czasowy).

Bieg odbywał się przy bardzo silnym wietrze i w zasadzie od początku rozgrywałem zawody taktycznie na miejsce a nie z myślą o życiówkach. 2 pętle po 5 km, przy czym w przypadku tej konkretnej trasy „pętla” oznacza bieg po długiej prostej (alei KEN) najpierw 2,5 km pod wiatr a potem tyle samo z wiatrem. Potem jeszcze raz to samo. Kluczem było bardzo spokojne pobiegnięcie pierwszej połówki. Czułem się wręcz jak na nieco silniejszym treningu, jednak na prostych bieganych pod wiatr, ta rezerwa sił była bardzo potrzebna.

Choć bieg miał czysto amatorską obsadę (czołówka biegała na 5 km godzinę wcześniej), to 6 miejsce w klasyfikacji generalnej w sporym biegu masowym (700 startujących) nie uważam za hańbę. Przy okazji 2 miejsce w kategorii wiekowej.

Za 2 tygodnie znów postaram się powalczyć o dobre miejsce a przy dobrej pogodzie także o sporo lepszy czas niż dziś podczas biegu na 10 km w Konstancinie-Jeziornej. A potem ruszam z przygotowaniami do Maratonu Warszawskiego. Jest na czym budować formę życia na koniec września.

2016.04.24 Bieg Oshee 10 km 36:08

IMG_8061

I am back !!!

36:08 na 10 km w trudnych warunkach (silny wiatr),to był jeden z najlepszych moich biegów w wielu ostatnich miesiącach. Była dynamika, był rytm, wróciła pewność siebie. Ostatni km długi finisz w tempie 3:20 (małe ściganko w kilkuosobowej grupie, zupełnie jak a finiszu jakiegoś wyścigu kolarskiego, z chowaniem się za plecami i atakiem na ostatnich 300m)

Teraz kilka miesięcy pracy nad wytrzymałością szybkościową i siłą ogólną. Jeszcze przed wakacjami zamierzam zbliżyć się do 35:30-35:40 na 10 i 17:00 na 5 km. Cel na jesień tylko jeden – 2:42 w maratonie i jest on realny, wiem teraz o tym.

2016.04.14 Co tam z tym moim bieganiem?

Ostatni wpis był 11.11.2015 – po Biegu Niepodległości …

Co się ze mną dzieje? Zaprzestałem pisania na blogu –  więc może przestałem biegać? Ci z Was, którzy mnie znają osobiście wiedzą, że to mało możliwe.

No cóż, życie, jak to się mówi, wytycza nieraz swoje ścieżki i ustawia priorytety. Dla mnie w ostatnich miesiącach było tych priorytetów kilka, zarówno zawodowych, jak i rodzinnych i – nazwijmy to – organizacyjnych. Stąd też pewne zaniedbanie i brak świeżych wpisów na niniejszym blogu. Na Facebooku sprawa miała się już nieco lepiej, swoją drogą zapraszam na www.facebook.com/pokonamsiebie

Wracając do biegania. Sprawia mi ono wciąż niesamowitą frajdę, nie mam (tfu tfu) kontuzji, choć muszę uważać na mojego Achillesa – nie powinienem go nadwerężać.

Plan obecnie wygląda następująco:

1.  Po nieudanym Półmaratonie Warszawskim, zdecydowałem, że maratonu na wiosnę nie biegnę. Skupiam się na biegach 5 i 10 km. Planuję kilka startów na tych dystansach aż do końca czerwca. Pierwszy już za tydzień – 10 km w Warszawie przy okazji Orlen Marathonu (zwie się ten bieg fachowo Oshee Bieg na 10 km)

2.  Nadchodzący maj to jeden z moich ulubionych miesięcy treningowych – super temperatura, świeżość powietrza, fantastyczne jest to wszystko. Zwykle jednak, przez 11 lat z rzędu, maj był miesiącem regeneracyjnym po kwietniowym maratonie. Był miesiącem leczenia mikrourazów. Tym razem będzie inaczej. Będę na świeżości i będę się cieszył z każdego kroku biegowego w moim Lesie Chojnowskim. Już teraz robi mi się przyjemnie na samą myśl.

3. Maj i czerwiec będą miesiącami kształtowania szybkości. Może bardziej – ze względu na moje 46 wiosen – podtrzymywania szybkości. Na jesieni zamierzam nie tylko powalczyć o życiówkę w maratonie, ale też zejść poniżej 35 minut w biegu na 10 km.

pozdrawiam wszystkich

Maciek

 

 

2015.11.11 Bieg Niepodległości (10 km) 36:21

36:21 na 10 km w Biegu Niepodległości (85 miejsce Open) na koniec nie najbardziej udanego biegowego roku.
Nie było jednak w 2015r też źle, trzeci rok z rzędu udaje mi się utrzymywać poziom okolic 2:45 w maratonie, co nie jest wcale sprawą prostą. Poza tym, na wiosnę ustanowiłem wartościowy rekord życiowy w półmaratonie (1:17:18)
Z zakończonego właśnie sezonu biegowego będę musiał wyciągnąć wnioski.
Póki co 2 tygodnie regeneracji.

2015.10.25 Frankfurt Marathon 2:46:18

zdjęcie

 

Frankfurt Marathon 2:46:18. Tyle zdołałem dziś wyszarpać. W tym roku nie było mi (z różnych, nie tylko sportowych, przyczyn) łatwo przygotować się do tego startu.
Pierwsze 20 km planowo po 3:55 i potem też chciałem planowo - czyli postawiłem wszystko na jedną kartę, przechodząc w tempo 3:50. Nie udało się, ale wynik uważam i tak za wartościowy, czwarty na 21 moich dotychczasowych startów maratońskich.
Dziękuję wszystkim, którzy dziś ściskali za mnie kciuki.

2015.09.13 Półmaraton Tarczyn – 1:19:54, 9 miejsce; 2015.10.03 Kozienicka Dycha – 36:04

13 września. Pierwszy start w zawodach od trzech miesięcy. Polmaraton w Tarczynie – stolicy naszego sadownictwa. Trasa bardzo wymagająca, pagórkowata (suma przewyższeń 120 m), spory wiatr 6 m/s. Skupiłem się na taktycznej walce z czterema innymi zawodnikami o załapanie się do pierwszej dziesiątki, szarpałem trochę tempo, próbując ich zgubić. Udało się, zająłem 9 miejsce na 800 startujących (i chyba 3 w kategorii wiekowej), tak więc de facto w całkiem sporym biegu ulicznym i uważam ten wynik za całkiem wartościowy, choć sam czas jaki osiągnąłem 1:19:54 wolałbym przemilczeć…

Podczas biegu czułem jednak początki mocy, ktorej apogeum mam nadzieję nastąpi we Frankfurcie za 6 tygodni.

—————————–

3 października. Kozienicka Dycha, start „z treningu”, celem nie była dziś życiówka, lecz bardzo silny akcent treningowy przed maratonem we Frankfurcie za 3 tygodnie.

36’04″, 3 miejsce w kategorii wiekowej (zwyciężył tu mój partner treningowy Michał Żurawski), bodajże 16 miejsce w Open (a z kolei tu na wysokim 6 miejscu, Jakub Pudełko, tak więc Piaseczno dziś było aktywne)

(null)

2015.06.24 Krok w tył, żeby potem robić 3 kroki wprzód

Minionej zimy, począwszy od 1 grudnia do końca kwietnia, wykonałem najbardziej intensywny w moim życiu cykl przygotowawczy do biegu maratońskiego, z wisienką na torcie czyli dwutygodniowym obozem w Kenii oraz następnie z … figą z makiem na  tym samym torcie, czyli nieudanych biegach w Łodzi (zejście z trasy maratonu na 34 km) i Warszawie (2:53). Byłem zły. Potwornie zły, ale z drugiej strony od razu wiedziałem, że tak tego nie zostawię. Praca została wykonana, przygotowanie tlenowe i siłowe jest we mnie. Już teraz nie chce mi się nawet rozważać co nie zagrało w takim razie. Możliwe, że przyczyna była poza-fizyczna, związana z wydarzeniami, które równolegle działy się wówczas w moim życiu zawodowym. Moja konstrukcja psychiczna jest taka, że złość mobilizuje mnie podwójnie do dalszego wysiłku i pracy. Tak też się stało.

Stara mądra maksyma mówi, że niekiedy trzeba się cofnąć, aby móc następnie wyraźnie przyspieszyć. Tym krokiem zrobionym „w tył”, w moim przypadku, czyli przypadku biegacza, który od 11 lat regularnie robił dziesiątki kilometrów tygodniowo była dwumiesięczna przerwa od treningów po kwietniowych biegach. Odpoczywałem, regenerowałem się, planowałem, myślałem, robiłem mnóstwo różnych rzeczy, ale nie chciałem za wcześnie ponownie wchodzić w rytm treningowy. Świadomie dałem odpocząć sobie w ten sposób odpocząć nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Od czasu do czasu robiłem co prawda jakieś truchty, nawet pobiegłem z 2 czy 3 razy chyba 8 kilometrów, ale to nie było to. Przyznam szczerze, że kiedy po miesiącu odpoczynku spróbowałem pobiec ze 100 czy 200 metrów pobiec tempem 3:50 – 3:55, to … aż sam się przeraziłem, że w październiku byłem w stanie biec tak przez ponad 42 kilometry! Nie byłem sobą, inaczej zupełnie czułem mięśnie, ścięgna, jakbym był w nie swojej skórze. Postanowiłem więc … zrobić sobie kolejny miesiąc przerwy :-)  W drugim miesiącu odpoczynku jeszcze więcej czasu poświęcałem na odnowę biologiczną, przekonałem się na przykład do wałka do masażu – szczerze polecam!

To wszystko pozwoliło mi zregenerować się fizycznie i psychicznie. Od 15 czerwca biegam, co ważniejsze treningi sprawiają mi tak dużą frajdę, jak nigdy. Wynajduję nowe pętle biegowe, cieszę się każdym krokiem i każdym oddechem, wsłuchuję się w lesie w odgłosy przyrody. Oczywiście daleka teraz przede mną droga, żeby dojść do formy sprzed kilku miesięcy, ale postępy widzę z każdym dniem. Jestem optymistą jeśli chodzi o to, co uda mi się jeszcze w tym roku dokonać. Do 25 października jeszcze całe 4 miesiące czasu. Wystarczająco dużo, żeby na mecie we frankfurckim maratonie móc unieść ręce w geście triumfu :-)

Blog biegowy Macieja Górzyńskiego