Archiwa tagu: Kenia

IMG_1401-0.JPG

2015.03.15 Kenia 2015 – Część I

Iten, „home, sweet home” – napisał mój kolega Michał, kiedy przybył w tym roku tutaj po raz trzeci, podobnie, jak i ja. To trafne słowa, choć oczywiście należy je czytać z pewnym przymrużeniem oka :-)
W każdym razie, czuję się tu już niemal jak u siebie. Szczególnie po tygodniu spędzonym już tu w tym roku.

Moje ogólne wrażenia z pierwszych 9-ciu dni są bardzo pozytywne. W pierwszym tygodniu ostrożnie gospodarowałem siłami, nie dawałem z siebie więcej niż 70-80 procent tego, co czułem, że mogłem danego dnia. Mimo tego, od 3 dni mam problem z dolnym odcinkiem kręgosłupa, który został nieco przeciążony (powstał tzw. „zastrzał”). W nogach do dziś mam 120 km. Przed chwilą miałem godzinną sesję masażu z rąk tutejszego speca, Hilary’ego :-)

Biegowo – póki co, jak wspomniałem, dotychczas nieco oszczędzałem się ponieważ celem jest tu równe i konsekwentne zaliczenie wszystkich jednostek treningowych podczas 13 dni, a nie jakieś szaleństwa. 

Najważniejszym dla mnie dniem obozu będzie najbliższa niedziela, ten jeden dzień będzie jak 3-4 inne. Jeszcze po ciemku, o 6 rano (w Polsce 4) wyjdę na jeden z najcięższych treningów w ostatnich miesiącach. 30 km z ostatnią dychą bieganą po ok. 4 min/km. W połączeniu w wysokością na ktorej jesteśmy, oraz z łączną sumą przewyższeń ok 300 m stanowić to będzie nie lada wyzwanie. 

Codziennie starałem się w reporterskiej formie spisywać swoje spostrzeżenia z mijających dni (zamieszczam je poniżej), zapraszam też na mój profil na Fb:

www.facebook.com/pokonamsiebie

————–

Sobota 7.03 – Niedziela 8.03, 1 – 2 dzień

Na miejsce dotarliśmy do 9 rano czasu kenijskiego (7 w Polsce), po dosyć sprawnej podróży. Niestety, nie potrafię spać w samolocie i pierwszy dzień był dla mnie dosyć trudny. Przeszedłem się trochę po okolicy, odwiedziłem sklepik z pamiątkami (słynne bransoletki!) Olympics Corner.

Na poniższym filmie widać jak spokojnie upływa tu czas:

Mieszkamy tym razem w nowej części ośrodka, w pokojach o podwyższonym standardzie. Stołujemy się znowu (jak 2 lata temu) w głównej stołówce. Wydaje mi się, ze jest cieplej niż przed rokiem. O godzinie 14 gdy wyszliśmy po obiedzie na spacer do Kerio View „przywitać się” z Wielkim Rowem Afrykańskim (to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie widziałem w życiu), było już bardzo gorąco.

Z innych spraw:

- komary są, choć w liczebności zaledwie pojedynczych sztuk, wczoraj dwaj nieszczęsnicy zakończyli swoj żywot na ścianie w moim pokoju

- internet wifi niestety jest tu słaby i dzisiaj zamierzam iść do miasta i kupić miejscowego SIMa do routera mobilnego, który wziąłem z Polski, przeczuwając sytuację

- jedzenie jest tu jak zwykle fantastyczne, nic się nie zmieniło przez rok :-) – ta owsianeczka, te racuszki z dżemem, ta kaszka ugali polana sosem z pyszną kenijską wołowinką ze zdrowo karmionych kenijskich krówek

- … i oczywiscie TEN SOK Z MANGO – hit nad hitami, podawany w przyległym do ośrodka pubie 

- właścicielka ośrodka, Lornah Kiplagat, coraz rzadziej już podobno tu bywa, ostatnio zajmuje się coraz więcej nowymi swoimi biznesami, m.in. promocją swojej marki odzieżowej Lornah – tydzień w temu w głównej galerii handlowej w Nairobi otwierała swój salon i było ta ponoć bardzo duże wydarzenie

- miło się spotkać znów: wczoraj po przyjeździe uściskałem się ze znajomymi sprzed roku i dwóch – z kilkoma kenijskimi miejscowymi, między innymi z Richardem „Katem” Mukche, ze strażnikiem przy wjeździe do ośrodka, z kanadyjskim biegaczem, który to co roku przyjeżdża na kilka tygodni… :-) Z Mo Farahem się nie ściskałem, bo go w tym roku tu nie ma :-)

Nasza grupa składa się z 12 osób. Poza aspektem czysto towarzyskim, jest to doskonała okazja do zwiększenia swojej wiedzy o treningu i problemach biegaczy. Każdy jest inny, kazdy ma inny cel, inne podejście do tego, co robi, napotyka inne problemy. 

Niezmiernie ważne jest „spokojne wejście w obóz” – nie można ulec euforii i tracić niepotrzebnie siły szczególnie podczas pierwszych dni. Wczoraj o 16.30 wyszliśmy na pierwsze bieganko. 7,5 km po podstawowej pętli, zwanej przeze mnie „pętlą iteńską”. Dzisiaj (słowa te poszę już w niedzielę, po śniadaniu), zamierzam zrobić w bardzo spokojnym tempie 20 km. W końcu skoro niedziela, to powinien być jakiś dłuższy akcent wytrzymałościowy. Jest ciepło ale dość silny wiatr. Dodając do tego wczesny jeszcze etap aklimatyzacji, wysokość 2400 m n.p.m. (sprawiająca, że oddech jest znacznie płytszy, a na podbiegach człowieka wręcz zatyka) oraz konieczność oszczędzania się przed kolejnymi 12 dniami, dzisiejszy trening będzie bardzo spokojny i nie zamierzam dzisiaj biegać nic więcej niż te 20 km, pomimo, iż ostatnie niedziele w Polsce oscylowały wokół „30″. Tu jest zupełnie inna bajka.

Dlatego też – po dzisiejszym porannym biegu, w drugiej części dnia zamierzam jedynie relaksować się i popływać sobie w basenie. 

Poniedziałek 9.03, 3 dzień

Rano 15 km w tempie 5’24″ na tętnie ok 70 % T max, odkryliśmy super pętelkę, bez zabójczych podbiegów ale o zmiennym profilu, ciekawą. Spory wiatr dzisiaj. 

Po południu najpierw leniwe 4 km a potem 45 minut wycisku – czyli core stability. Richard Mukche ma juz swojego człowieka do prowadzenia zajęć, gość ma chyba 2 m wzrostu, siłę i budowę lamparta i elastyczność dzikiego węża :-) Zajęcia znioslem dobrze, dzień pozytywny, plan wykonany, czas na kolację :-)

Wtorek 10.03, 4 dzień

Dziś eksperyment, jak się okazało, udany. Główny trening (14 km w tempie konwersacyjnym) zrobiłem przed śniadaniem a nie po. Rozpoczęliśmy z Michałem o 7.15 czyli 3 h wcześniej niz zwykle. Różnica w temperaturze kolosalna, na korzyść oczywiscie: 17-20 stopni zamiast 23-26. Dodatkowa korzyść to więcej czasu do obiadu na regenerację. W nagrodę można się dłużej pobyczyć na leżaku przy basenie :-) Reszta grupy ma dziś trening na stadionie Kamariny. Trochę żałowalem, że mnie to dzisiaj ominęło – moze nie tyle same interwały na stadionie, co obserwowanie tego, co się na stadionie wówczas dzieje – setki długonogich Kenijczyków tworzą niepowtarzalny spektakl. Czerwony kurz wznosi się tylko za nimi… Kamariny Stadium – mekka biegania!

Podczas śniadania rozmawialiśmy z Finem, jest on już siódmy raz tu w Iten. Poznaliśmy sie 2 lata temu. Facet ma 61 lat a wygląda na 40-45. To ten na zdjęciu ze mną, w takich okrągłych okularkach.

Tak w ogóle, to temat aktywności fizycznej u ludzi w średnim lub ponadśrednim wieku jest bardzo ciekawy, kiedyś zamierzam go rozwinąć. W naszej grupie Bogdan Barewski to historia sama w sobie. Rownież 61 lat, postać już teraz niemalże kultowa w środowisku biegowym, nie tylko w Polsce. Od takich ludzi można się bardzo wiele nauczyć, nie tylko w kontekście podejścia do sportu, znacznie szerzej.

Dzień mijał bardzo leniwie. Czas spędzony przy podwojnym espresso oraz „marble cake” w pobliskim Iten Clubie  był dla mnie pewną odskocznią i próbą uporządkowania wielu myśli kłębiących mi się jakoś tego dnia w głowie.

Na popołudnie musiałem się jednak odpowiednio zmobilizować, w planie bowiem było co prawda spokojne, ale jednak zawsze kolejne 6-8 km.

Aby wynagrodzić sobie choć trochę moją dzisiejszą poranną nieobecność na stadionie Kamariny, namówiony przez Bartka, wraz z nim pobiegłem w ramach truchtu właśnie tam, zrobiliśmy rytualne okrążenie na stadionie i powróciliśmy do ośrodka.

Na koniec zrobiłem kilka przebieżek i wraz z wszystkimi innymi z naszej grupy, komenderowany przez trenera, próbowałem przez ponad pół godziny rozciągać mięśnie, już nieco zmęczone pierwszymi czterema dniami na iteńskiej ziemi.

Środa 11.03, 5 dzień 

Przyszedł kryzys. Rano byłem cały obolały, ze szczególnym wskazaniem na lędźwiowy odcinek kręgosłupa, mam problemy ze schyleniem się, ale wiem, że to kwestia kilku godzin i będzie lepiej. Posmarowałem Voltarenem Max. Dziś rano 12 km, czułem się dobrze. Popołudniowe zajęcia core stability jednak sobie odpuściłem, ale żeby nie siedzieć zupełnie bezczynnie, potruchtałem sobie do punktu widokowego i z powrotem (5,5 km). Widok na Wielki Rów Afrykański napełnił mnie energią. 

Wieczorem jak codzień, 2 soki mango w pubie :-)

Czwartek, 12.03, 6 dzień

Z plecami nieco lepiej. Rano o 9.30 rozpocząłem główny trening, 14 km w tempie Easy Run. Postanowiłem pobiec dokładnie trasą pętli niedzielnej trzydziestki. Muszę ją poznać na pamięć, w niedzielę rano będę robił po niej pierwsze kilometry jeszcze prawie po ciemku.
Biegło mi się super, średnie tempo wyszło 5’07″ na średnim tętnie 148. 

Do ośrodka przybyła grupka Polskich biegaczy (profi), m.in. z medalistą Mistrzostw Europy z Zurychu na 3 km z przeszkodami, Krystianem Zalewskim

Jutro zamierzam poświecić dzień na regenerację, umówiłem się już na masaż.

Piątek, 13.03, 7 dzień pobytu

Dziś zacznę od kilku słów o człowieku, który jest wielką postacią i mieszka obecnie w naszym ośrodku.

Toby Tanser – bo o nim mowa – założyciel fundacji Shoe4Africa, organizator i dyrektor biegów, trener biegania, autor książek o bieganiu (w kontekście sukcesów Kenijczyków), przede wszystkim jednak chyba filantrop. Jego obecny i zarazem największy projekt – to budowa największego w Afryce szpitala dla dzieci. W rozmowie z nami podczas kolacji przyznał, że w Kenii spędza obecnie nawet 50 procent czasu, kupił tu ziemię (nazywa siebie farmerem w Kenii), jest bardzo zaangażowany w najnowszy projekt szpitala.
Niesamowity gość, w skrócie mówiąc.

Wracając do treningów, dzisiaj ich nie było … i nie będzie. Absolutna regeneracja, należy mi się. Odpoczynek miał być co prawda dopiero w poniedziałek, ale dziś rano zdecydowałem, że nie powinienem czekać i muszę po prostu sobie dzisiaj odpuścić.

Rano wraz z kompanem z pokoju, Maćkiem, udaliśmy się na Kamariny Stadium, żeby popatrzyć na trening Kenijczyków. Poniżej film i zdjęcia – pełna magia …

To na razie tyle..

Pozdrawiam wszystkich w mam nadzieję coraz bardziej wiosennej Polsce!

Maciek

(null)ą

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

(null)

2014.05.16 Kenijskie obrazy powracają … ludzie, twarze, emocje

Największe wrażenie podczas moich pobytów w Kenii zrobili na mnie ludzie zamieszkujący tę niezwykłą krainę. Twarze wyrażające emocje w zupełnie inny sposób niż czynimy to my. Pełna harmonia z otaczającą naturą. Sceny niczym z kiczowatego filmu, a jednak przesycone naturalnością. Koza na motocyklu. Dzieci wodne na jeziorze Baringo. Dwóch zagubionych biegaczy. Człowiek z brakami w uzębieniu. Te obrazy wracają wciąż do mnie… Magia !

20140516-232403.jpg

20140516-232413.jpg

20140516-232421.jpg

20140516-232430.jpg

20140516-232441.jpg

20140516-232448.jpg

20140516-232455.jpg

20140516-232503.jpg

20140516-232512.jpg

20140516-232519.jpg

2013.03.09 Kenia dzień 14

No i już po zawodach. Czasy zwycięzców: 8:13 u mężczyzn i 9:57 u kobiet. Mnie zatkało nieco po 2 km i mój czas nie był z pewnością rewelacyjny :-)

Organizacyjnie nie ustrzegliśmy się małych niedociągnięć, ale ogólnie było ok, na koniec nastąpiła pamiątkowa wymiana kurtek i to co widać na zdjęciu to jest chyba moja najcenniejsza pamiątka z rewelacyjnych wakacji, które właśnie dobiegły końca. Za 2 godziny wsiadamy do matatu i jedziemy na lotnisko.

20130309-121405.jpg

2013.03.07 Kenia dzień 13

Wczoraj był odpoczynek od treningów (nie liczę porannego rozruchu 4km z gimnastyką). Głównym punktem programu dnia było kupowanie pamiątek w oddalonych o 35 km od nas Eldoret. Miasto nie powala na kolana, choć supermarket w zasadzie trzyma standardy powiedzmy naszej Biedronki czy Lidla.

W drodze do Eldoret zatrzymaliśmy się na budowanym teraz (oddanie do użytku za miesiąc) profesjonalnym stadionie tartanowym w Iten. Inwestycja ta (rownież Lorny Kiplagat, u ktorej mieszkamy) robi bardzo duże wrażenie. Oprowadzała nas para holenderskich inżynierów, zarządzający pracami wykonawczymi.

Wieczorem zaczęło nieźle padać, zaczyna się już tu chyba pora deszczowa. Nasz ośrodek powoli pustoszeje, niektórzy już wyjechali, inni zrobią to w ciągu najbiższych dni.

Cały kraj żyje tu wciąż wyborami prezydenckimi, które odbyły się w poniedziałek. Kenijczycy godzinami przesiadają przed tv, gdzie podawane są kolejne cząstkowe wyniki. Ogłoszenie finalnych wyników opóźnia się, bo popsuł się podobno główny komputer zliczający głosy (!). Miało to niestety wpływ na to, że z naszej wyprawy do parku narodowego Nakuru (słynnego m.in. z tysięcy flamingów) niestety nic nie wyszło. Dzień przed planowaną wycieczką kierowca, który miał nas wieźć przyznał się nam, że się boi jechać do Nakuru z uwagi na ryzyko zamachów na drogach, spowodowanych ogłoszeniem niekorzystnych dla części społeczeństwa wyników wyborów (jak się okazuje, wyniki się tak bardzo opóźniają, że mogliśmy zdążyć zaliczyć tę wycieczkę, przed ich ogłoszeniem ale teraz to już tylko takie gdybanie). Cztery lata temu w podobnych okolicznościach politycznych ginęli w Kenii ludzie, więc nie ryzykowaliśmy.

Jutro zawody, wczoraj Adam porozdzielał nam funkcje sędziowskie, napięcie rośnie … :-)

Polecam też najświeższy meldunek skreślony ręką Adama – super oddaje panującą atmosferę i podejście do treningów miejscowych zawodników:

http://www.bieganie.pl/?show=1&cat=281&id=4982

Jutro też popołudniu odlatujemy do kraju. Najpierw o 18 do Nairobi, potem po kilku godzinach czekania w stolicy Kenii, o 3 rano przez Stambuł do W-wy.

Liczymy oczywiście na odpowiednie przywitanie, stacje radiowe i telewizyjne i na zaaranżowaną na Okęciu konferencję prasową :-)

20130308-084406.jpg

20130308-084415.jpg

20130308-084422.jpg

20130308-084431.jpg

20130308-084438.jpg

20130308-084444.jpg

20130308-084458.jpg

20130308-084515.jpg

20130308-084520.jpg

20130308-084527.jpg

20130308-084532.jpg

20130308-084540.jpg

20130308-084546.jpg

20130308-084613.jpg

20130308-084619.jpg

20130308-084624.jpg

20130308-084631.jpg

20130308-084637.jpg

20130308-084646.jpg

20130308-084651.jpg

2013.03.06 Kenia dzień 12

9.30 rano. Biorę butelkę z napojem izotonicznym w rękę i ruszam w drogę. Wraz ze mną Michał i Grzegorz. Zadanie proste – 18 km wycieczka biegowa po okolicach a potem zbieg na stadion i „odmulenie” zbitych monotonnym bieganiem mięśni, czyli 200-metrowe rytmy biegane po ok 38s.

Ale najpierw zwiedzanie okolic. Ruszamy jak zwykle, najpierw ok 2km duktem wzdłuż iteńskiego „main road”. Przy banku skręt w lewo. Mijamy St.Patrick School – opisywaną m.in. przez Marcina Lewndowskiego. Ale słynnych drzewek zasadzonych przez słynnych sportowców niestety nie zobaczymy, bramy zamknięte, nie ma zwiedzania.
Zaczynam psyrykać zdjęcia, jak dobrze, ze zabrałem aparat. Chłopaki mnie odsadzili, cóż, albo się trzyma tempo, albo się bawi w reportera. Dziś wybieram to drugie. Spotykam kilkoro dzieci, kręcę krótki filmik.
Skręcam na rozwidleniu w lewo. Chłopaki gdzieś daleko przede mną. W ustach czuję piach, przejeżdżające auta kurzą niemiłosiernie. Półlitrowa buteleczka już w połowie pusta.
Gdzieś na siódmym kilometrze dołącza sie do mnie jakieś dziecko. „Give me money” – prosi. Dołącza się chyba siedmiu innych. Nie mam żadnych pieniędzy przy sobie, więc nie mam też dylematu co zrobić. Ale szkoda mi bardzo tych dzieci.

Dziesiąty kilometr. Doganiam chłopaków i chwilę pózniej mylimy drogę. Na szczęści mój Garmin ma funkcję „prowadź do celu” i naprawiamy pomyłkę.

Kolejne kilometry. Wreszcie zbiegamy na stadion. Dziś miał tu trenować David Rudisha. Niestety, dał plamę i nie przyszedł. Szkoda, spotkanie z takim mistrzem byłoby czymś niezwykłym…

Robimy rytmy 200-metrowe. Stadion powoli pustoszeje. Po 5 powtórzeniach daję znać trenerowi, że już mi dość na dziś.

Pora wracać do hotelu u zregenerować się, w końcu o 17.00 dziś kolejna sesja gimnastyki.

20130306-131120.jpg

20130306-131146.jpg

20130306-131158.jpg

20130306-131206.jpg

20130306-131215.jpg

20130306-131222.jpg

20130306-131229.jpg

20130306-131243.jpg

20130306-131252.jpg

20130306-131301.jpg

20130306-131312.jpg

20130306-131320.jpg

20130306-131327.jpg

20130306-131333.jpg

20130306-131339.jpg

20130306-131350.jpg

20130306-131355.jpg

20130306-131400.jpg

20130306-131406.jpg

20130306-131411.jpg

20130306-131418.jpg

20130306-131424.jpg

20130306-131430.jpg

20130306-131444.jpg

20130306-131451.jpg

20130306-131459.jpg

20130306-131505.jpg

20130306-131510.jpg

2013.03.04 Kenia dzień 10

Wczoraj – dość spokojny dzień, tzw. „płynne wejście w tydzień”

Ciekawe rzeczy będą się dziać ostatniego dnia obozu – organizator naszego obozu organizuje bowiem na miejscowym stadionie prawdziwe zawody, bieg na 3000m. Akcja promocyjna (plakaty na okolicznych drzewach, rejestracja online etc) już ruszyły. Szczegóły w poniższym linku.

http://www.bieganie.pl/?show=1&cat=281&id=4963

20130305-083240.jpg

2013.03.03 Kenia dzień 9

Kontynuacja rozpoczętych wczoraj rozważań na temat ludzi żyjących tutaj.

Weźmy przykład.

Dziewczyna ma na imię Eddah, ma 19 lat. Ma dziewięcioro rodzeństwa. Rodziców stać było na opłacenie studiów tylko dla – ich zdaniem – jednego, najzdolniejszego dziecka. Eddah nie wygrała tej batalii ale dostała za to inne „zadanie”: zostać biegaczką długodystansową.

Przygodę z bieganiem Eddah rozpoczęła z resztą już dużo wcześniej. Codziennie biegała (z plecakiem) 10 km do szkoły, drugie 10 km to powrót do domu. Bieg jest dla niej czynnością niemal równie fizjologiczną co oddychanie.

Poznaliśmy tę dziewczynę właśnie tutaj, w ośrodku treningowych w Iten. Przeprowadziła się ona do tej miejscowości 4 miesiące temu, po ukończeniu szkoły. Przyjechała tu sama, praktycznie kompletnie bez środków na dłuższe utrzymanie. Wynajmuje mieszkanie (a właściwie coś w rodzaju baraku bez światła, z dostępem do wody bieżącej tylko na podwórku) za ok 10$ miesięcznie.
Trenuje niemal codziennie, głównie z mężczyznami, ponieważ biegających kobiet jest tutaj mało.

Eddah wierzy niezłomnie, że za 2-3 lata będzie znaną biegaczką. Całe swoje życie podporządkowuje obecnie temu celowi. Najbardziej wstrząsający dla mnie jest fakt, że innej drogi życiowej, innej alternatywy, raczej nie ma.

Zaprzyjaźniliśmy się z tą dziewczyną. Codziennie wieczorem chodzimy z nią do pobliskiego klubu. Ktoregoś dnia pokazałem jej zdjęcie bałwana. Była przerażona i zapytała co to za białe zwierze. Wczoraj jeden z kolegów sprezentował jej latarkę i mały aparat fotograficzny, jej szczęście nie miało granic.

I teraz dochodzę do głównej myśli mojego nieco przydługiego wywodu. Wniosek ten dotyczy nie tylko naszej bohaterki, ale większości żyjących tu młodych ludzi. Otóż, poznając ich bliżej, człowiek uświadamia sobie, jak bardzo wartościowi oni są i jak bardzo my, Europejczycy nie doceniamy tego, co mamy, komfortu, w jakim żyjemy.

Choćby tylko z tego jednego powodu, aby móc to zrozumieć, cieszę się, że tu jestem i będę inaczej patrzył na wszystko, co mnie otacza.

20130304-090815.jpg

20130305-085253.jpg

2013.03.02 Kenia dzień 8

Ponieważ mija właśnie połowa obozu, pora na pierwsze refleksje, dziele je na 1) sportowe i 2) turystyczne.

——-

1) Refleksje sportowe.

Dla biegacza pobyt w Iten to bajka.

Składa się na to kilka czynników:

a) idealne wprost tereny i rodzaj podłoża – jest to brunatno-czerwony szutr, nie za miękki i nie za twardy

b) trening na wysokości 2400m – samo przebywanie tutaj przynosi korzyści układowi oddechowemu, krwionośnemu i ogólnie wydolności

c) czynniki psychologiczne, motywacja do pracy wskutek
- obserwowania setek a może i ponad tysiąca biegających tu Kenijczyków, ich zaangażowanie w każdy krok biegowy, w każdą minutę treningu
- przebywania w tym samym ośrodku treningiem z profesjonalnymi i amatorskimi biegaczami z wielu krajów
- możliwość spotkania i porozmawiania z największymi mistrzami

Na te czynniki nakładają się w moim przypadku jeszcze inne, dodatkowo zwiększające moje pozytywne odczucia:

d) dzięki bardzo silnie przepracowanej zimie w Polace (teraz to czuję!), mozolnie i systematycznie robionych trzydziestkach i odpowiedniemu nastawieniu psychicznemu, kilometry biegane w Iten i litry potu przelewane tu (nie tylko na ścieżkach biegowych, ale i podczas ćwiczeń core stability) są bardzo efektywne. Zanosi się na to, że kilometraż pierwszego tygodnia wyniesie 130 km, czyli niemało.

e) Podobnie, jak w przypadku trzech poprzednich obozów z bieganie.pl, wspaniała atmosfera, super ludzie, no i wybitny trener, od którego codziennie uczę się czegoś nowego.

2) Refleksje turystyczne.

Tu wszystko jest inne. Tu wszystko zapiera dech w piersi. Jeśli nie z powodu widoków i krajobrazów, to z uwagi na ludzi. Innych niż u nas, w Europie. O wiele biedniejszych. Jednocześnie, zupełnie z innym nastawieniem do innych ludzi, niż większość nas, Europejczyków.

Przede wszystkim – dzieci. Kenijskie małe dzieci. W większości pozostawione totalnie bez opieki, idące same ulicą, niosące na plecach młodsze rodzeństwo, proszące „money, money”, brudne.

Spójrzcie na to, jak dużo pozytywnych, ale rownież smutnych emocji wyraża twarz tej dziewczynki (? – pewności odnośnie płci nie mam) na zdjęciach!

Kenijczycy to naród bardzo otwarty na kontakt z innymi ludźmi, bez względu na kolor skóry. Co chwile pozdrawiają, tu mówi się komuś „hello” nie tylko raz dziennie, ale za każdym razem, gdy się go mija.

Obecnie ma miejsce czas wyborów prezydenckich (w najbliższy poniedziałek) i jest to dla narodu wydarzenie niezwykłej wagi. W TV na okrągło lecą debaty, w miasteczkach odbywają się wiece, dzieci mają 2 tygodnie laby od szkoły (!). Podpytywałem się miejscowych o to jakie są główne różnice w programach wyborczych kandydatów, okazuje się, że nie tyle różnią ich programy, co plemiona, z których pochodzą – za tym bowiem idą w razie zwycięstwa ewentualne korzyści dla regionu zamiekszkałego przez dane plemię.

Kenia jest krajem biednym, ale szybko rozwijającym się. Wzrost PKB to ok. 8% i planowane jest utrzymanie takiego tempa wzrostu przez 15 kolejnych lat!

Niepodważalnym walorem tego kraju jest przyroda. Zupełnie inna niż ta, do ktorej się przyzwyczailiśmy. Dzika. Niemal nieskalana upływem czasu. Wspaniała. W przyszłym tygodniu mam zamiar jeszcze pogłębić swoją wiedzę o niej, ale nie chcę na razie zapeszyć, bo wyzwanie będzie trudne.

Dziś mam więcej czasu na pisanie, jest więcej czasu na regenerację z uwagi na ciężki poranny trening na stadionie, który dziś odbyliśmy. Odcinki 400 m biegane w moim przypadku w tempie 1’22-1’25, na przerwie 3′ w truchcie, 10 powtórzeń. Wierzcie mi, że na wysokości 2400 na ostatnich kilkudziesięciu metrach takiej 400-setki już człowieka trochę zatyka …

O 17.30 w planach spokojne wybieganie 8km, jutro tzw long run, ok 22-25 km.

Foto: Autor – Adam Klein.

20130302-154336.jpg

20130302-154344.jpg

20130302-154351.jpg

20130302-154358.jpg

20130302-154404.jpg

20130302-154411.jpg

2013.03.01 Kenia dzień 7

Dziś konkretnie i sportowo :-)
- 7.00 Poranny truchcik 2km i 20 min rozciągania
- 9.30 Stadion. Najpierw 8km spokojny bieg, potem mieszanka ćwiczeń typu skipy, rytmy, powrót do hotelu, w sumie 11,2 km (Tu podziękowania dla Kasi za obsługę foto)
- 14.30 Wykład teoretyczny – treningi tlenowe
- 16.00 Spokojny bieg (tempo 4:40-5:00) – 8 km
- 17.00 Sprawność / gimnastyka (core stability)
- 18.00 Czyli za chwile wskoczę do basenu, myśle, że ok 1km
- 21.00 Piwo Tusker :-)

Oczywiście gdzieś tam w międzyczasie coś tam jemy :-)

20130301-180221.jpg

20130301-180301.jpg

20130301-180310.jpg

20130301-180351.jpg

20130301-180359.jpg

20130301-180411.jpg

20130301-180319.jpg

20130301-180423.jpg

20130301-180439.jpg

20130301-180451.jpg

20130301-180458.jpg

20130301-180514.jpg

20130301-180235.jpg