2014.07.25 Gąsiorowo – powrót do natury czyli witamy w polskim Iten!

Analogii do Iten jest – o dziwo – sporo. Co prawda ziemia nie ma tu koloru czerwonego, ale biegacz czuje się tak samo blisko natury jak w słynnym kenijskim epicentrum biegania. Polacy to romantycy, więc sercem czują się tu w podpasymskiej wsi Gąsiorowo bardzo swojsko. Totalna cisza, przerywana jedynie odglosami wiatru, klekotem bocianów i żab, co jakiś czas odglosami jakiegoś ciągnika pracującego w oddali na polu. Przepiękne jeziora, lasy, ścieżki biegowe. No i ten urozmaicony profil tras, co chwile podbiegi, siodła i zbiegi.

Biegamy tu z Tomkiem Domżalskim codziennie. Oprócz tego, że Tomek jest naszym gospodarzem, jest też przy okazji super kompanem treningowym, organizatorem zawodów Gąsiorowo 33 (to już za tydzień!), fachowcem-handlowcem biegowym, oprowadzaczem po okolicy, trenerem biegowym wielu biegaczy w okolicy … Człowiek – instytucja :-) Znamy się już kilka lat, wspólnie przelewaliśmy pot w Kenii w 2013 i rok później, w Szklarskiej na obozie, we Frankfurcie. Wiele jeszcze wspólnie przed nami!

Dziś w planie nieco bardziej wymagająca jednostka treningowa, dwa pięciokilometrowe odcinki w tempie po około 4 minuty na kilometr. Zbiórka jak zawsze o 7.15 przed domem. Mały bananek, łyk wody i ruszyliśmy. Początkowo leniwy dziesięciominutowy trucht, w stronę lasu. Z obu stron drogi aż po horyzont pola, pastwiska, ta najpiękniejsza Polska znana z obrazów Malczewskiego i Chełmońskiego. Minęliśmy jakieś jedyne gospodarstwo, czas na kilka minut rozciągania.

Ruszyliśmy do boju – pierwsza piątka, zakładane tempo 4’00. Wyjdzie jednak wolniej, czujemy to już po kilkuset metrach. Podbiegi, gdzieniegdzie piasek pod nogami. Tempo trzeba więc zredukować tak, aby intensywność treningu było podobna. Dzielna Aza jak zawsze obok nas, od początku do końca. W końcu jednak to pies gończy, idealny towarzysz biegacza. Trasa prowadzi początkowo przez las, potem szeroką drogą szutrową prowadzącą do sąsiedniej wsi. Średnie tempo pierwszej piątki 4’03. Czujemy się obaj fajnie, po drodze udawało się nam nawet prowadzić konwersację :-) Za dwa miesiące bedzięmy biegać znacznie szybciej. Druga piątka już nieco spokojniejsza 4’08, odpuścilismy trochę finalny kilometr. Na zakończenie jeszcze 2 kilometry truchtu i powrót przez pola do domu. Pół litra izotonika wydudnione w oka mgnieniu. Kwadrans rozciągania i super satysfakcja z dobrze wykonanej roboty.

W nagrodę czekało na nas jak zawsze, wyśmienite warmińsko-mazurskie śniadanie przygotowane przez Panią Domu. Genialna owsianka z cynamonem (i kolejnym juz dziś bananem), sery, chude wędliny, domowej roboty fantastyczne konfitury :-) Teraz czas na regenerację, jutro dzień przerwy a w niedzielę duże wyzwanie – trzydziestka … Jak dobrze pójdzie, to 100 km pęknie w tym tygodniu.

Już wiem, że będę chciał tu wracać. Moja cała Rodzinka też :-)

20140725-114553-42353272.jpg

20140725-114551-42351465.jpg

20140725-114554-42354250.jpg

20140725-114554-42354621.jpg

20140725-114551-42351963.jpg

20140725-114552-42352314.jpg

2014.07.06 Niedzielna szesnastka

Tydzień zakończony spokojną szesnasteczką po lesie po 4’50. Zacząłem o 9-tej, kończyłem po 10-tej i pomimo opróżnienia na trasie pół litra izotonika, czułem się jak po upalny bieganiu na wakacjach w Grecji, było już 27 stopni – stanowczo za dużo na długie bieganie.

Kilometraż z tygodnia na tydzień powoli ale systematycznie rośnie, ale wciąż jest śmiesznie niski w porównaniu do lutego czy marca na przykład. Jednak priorytetem w maju i czerwcu w ogóle nie były przebiegane kilometry tylko zamulająca (póki co) siła.
Mam nadzieję, że plan przyniesie wymierny efekt w odpowiednim czasie a już w drugiej połowie lipca podczas mojego prywatnego obozu biegowego w Gąsiorowie na Mazurach będzie się już bardzo fajnie i lekko biegać i mam w planie wówczas nawet dwa treningi dziennie, niczym w Iten :-)

31 sierpnia na Półmaratonie Praskim (w Warszawie jednak organizowanym :-)) – celem jest 1:16:59 – to będzie papierek lakmusowy jak bardzo realne jest 2:43 we Frankfurcie 26 października…

Póki co – niedzielny relaks u Rodziców wśród kwiatów na tarasie i za chwilę razem z moimi młodymi pannami basen – w moim przypadku konkretnie – sesje masażów i jacuzzi – jupiiiiii !!! :-)

20140706-133702-49022081.jpg

2014.07.04 Niebiegowo, mundialowo :-)

Tak właściwie, to nie do końca „niebiegowo”. Tych 20 facetów (obu bramkarzy jednak wyłączam z obliczeń) przebiega po około 10 km w ciągu co prawda „aż” 90 minut gry, ale jednak nie jest to bynajmniej bieg jednostajny. Drodzy biegacze, wyobraźmy sobie, że mamy, myślę, tak lekko licząc, około 30 przebieżek do zrobienia, i to na różnych prędkościach, często z przyspieszeniami, zwrotami. Do tego, niekiedy trzeba zrobić wślizg, całkiem często wyskok, męskie przepychanie się z rywalem. A tak już zupełnie „na marginesie”, trzeba jeszcze kopać taki okrągły, skórzany przedmiot :-)

Od najmłodszych lat byłem i wciąż jestem wielkim fanem futbolu. Ale tylko dobrego futbolu. Polskiej kopaniny nie ogół nie oglądam, ale kiedyś, np. w sezonie 1993-94 byłem na wszystkich meczach mojej ukochanej drużyny na ulicy na literę Ł.

Mistrzostwa świata oglądam „od zawsze”. To coś wyjątkowego. Z każdego turnieju mam w głowie kilka meczów, które właśnie stanowią o pięknie tego sportu, choć też czasem najbardziej pamiętanymi meczami są te, które obrosły legendą ze względu na skandale (patrz poniżej rok 2002).

Gdyby więc ktoś zagrał ze mną w popularną niegdyś grę (prowadzoną przez Wojciecha Pijanowskiego) pt „Skojarzenia”, to wyglądało by to chyba tak (daje sobie po 5 sekund zastanawiania w każdym przypadku, żeby faktycznie wydobyć to, co najsilniej w głowie siedzi)

1974 – tak, to nie pomyłka, miałem cztery lata i pamiętam, gdy wraz z moim ojcem, siedząc na jego kolanach w mazurskim ośrodku wakacyjnym Dadaj oglądałem mecz na wodzie – czyli oczywiscie Polska – RFN 0:1

1978 – no pewnie, że znowu nasz mecz, wtedy oglądało się Mundial głownie dla Polaków i było to wielkie święto – otóż najbardziej zapadł mi w pamięci mecz Polska – Argentyna 0:2, ręka Kempesa, pudło naszego nieodżałowanego Kazia i mój płacz rozpaczy :-)

1982 – Polska – Belgia 3:0 i koncert Zbyszka Bońka, ale też prze-genialny półfinał Niemcy – Francja 3:3 i wygrana oczywiście, jakżeby mogło być inaczej, Niemców po karnych. Było mi wtedy bardzo żal Francuzów, którzy moim zdaniem zagrali jeden z najlepszych meczów w historii.

1986 – tu jeszcze graliśmy, ale juz nie na tyle, żeby nasz mecz był tym, który u mnie „wygrywa”. The winner is … ćwierćfinał Francja – Brazylia, wygrany przez „koguty” po karnych. Mecz – poezja, najpierw gol Careca’i potem kilka minut przed końcem wyrównanie Platiniego, dogrywka, karne i ta szalona radość Louisa Fernandeza, który postawił kropkę nad i.

1990 – jeden z nudniejszych mundiali, jesli cos muszę wybrać to półfinał w Neapolu Argentyna – Włochy i zwycięstwo Argentyny po karnych

1994 – fantastyczne mistrzostwa w USA, kilka meczów genialnych, a spotkanie ćwierćfinałowe Rumunia – Argentyna 3:2 i bramka Hagi’ego z połowy boiska to mój numer 1. Pamiętam, że wracaliśmy wtedy z Wilkasów ze sportowego festiwalu studentów – sportowców i oglądaliśmy ten mecz w jakimś obskurnym przydrożnym barze koło Ostrołęki :-)

1998 – ćwierćfinał Chorwacja – Niemcy 3:0, wspaniała gra Sukera, Jarniego i spółki, jakże rzadko człowiek ma taką satysfakcję z wyniku :-)

2002 – jesli chodzi o poziom to ćwierćfinał Brazylia – Anglia i gol Ronaldinho z wolnego wrzucony za kołnierz temu angielskiemu bramkarzowi z wąsami (chwilowo zapomniałem nazwiska). Jesli chodzi o skandal, to mecz ćwierćfinałowy Korea – Hiszpania, bezczelne wciąganie przez sędziów gospodarzy do strefy medalowej. Koleś wyjechał przy dośrodkowaniu z piłka metr za linie boczną, padł gol i został uznany. Sędziowie nie skąpili też Hiszpanom czerwone kartki, ci chyba w ósemkę mecz kończyli … Przegięcie totalne.

2006 – półfinał Niemcy – Włochy 0:2 po dogrywce

2010 – Półfinał Holandia – Urugwaj 3:2, w tym meczu było wszystko – piękne gole, zwroty akcji, no i zwycięstwo jednej z moich ulubionych drużyn, czyli Oranje

2014 – no właśnie … Dzisiaj i jutro ćwierćfinały i stawiam, że, jak to często bywało w moim przypadku, wlasnie jeden meczów ćwierćfinałowych będzie tym „the best”. Mistrzostwa w Brazylii są jednymi z najciekawszych, jakie oglądałem.
Czy dzisiejszy mecz Niemcy – Francja po raz kolejny pokaże, że obecnie Niemiecka maszyna zmiata wszystko z powierzchni? Obawiam się, że tak się stanie.
Czy Brazylia w końcu pokaże futbol marzeń? Sądzę, że tak.
Czy Kostaryka wejdzie do strefy medalowej? Moim zdaniem na pewno nie.
Czy ktoś w końcu wesprze Messiego i Argentyna pokona Belgię? Tu obawiam się, że nie i stawiam na Belgię.

Stawiam więc na półfinały: Brazylia-Niemcy i … Holandia- Belgia.

Dziś na szczęście przerwa w treningach i tylko telewizor od 18.00 :-)

20140704-090618.jpg