2014.05.31 Na swoich „śmieciach” – Piaseczyńska Piątka 17:43

Miało być łamanie 17 minut a wyszło … jak wyszło. Ale zupełnie się tym nie przejmuje, przez cały maj skupiałem się na treningu siłowym, były gryfy, obwody, skipy, wypady, rosyjskie defilady, a biegania było tyle, co kot napłakał. Jest obniżka dynamiki, zmulenie, to juz teraz na pewno wiem. Ale celem jest październikowy Frankfurt, wtedy ma być moc.
A swoją drogą, impreza bardzo udana, brawa dla organizatorów, Renaty i Wiesława Paradowskich, którzy już na dobre rozbiegali moje Piaseczno.
A tak, żeby statystyce stało się zadość – byłem 11-sty i 2-gi w kategorii o dość miłej nazwie „Masters” :-)

20140531-203512.jpg

20140531-203532.jpg

20140531-203542.jpg

2014.05.20 Wiedeń – maratońskie wspomnienia odżywają …

Delegacja służbowa w Wiedniu. Krótki lot, taksówka do hotelu, przygotowanie rzeczy na poranny trening na Praterze. Banan już czeka, strój biegowy, zegarek też. Wszystko gotowe. Budzik zadzwoni o szóstej rano, o 6.30 zaczynam. Na Prater jest z hotelu 3 km, trzeba się przeprawić na północną stronę Dunaju. Piękna pogoda, bardzo ciepło i bezchmurnie. Jutro szykuje się fajny początek dnia.

W kwietniu 2009 roku moja drużyna Era Running Team przeżywała chyba swoje najlepsze chwile. Boom na bieganie w mojej firmie zaczął sie co prawda później i wciąż trwa, jednak 5 lat temu znacznie więcej czasu niż obecnie spędzaliśmy na wspólnych wyjazdach i treningach. Po wspólnym wyjeździe (ponad 20 zawodników z klubu!) na maraton do Berlina na jesieni 2008 roku, postanowiliśmy pójść za ciosem i „zaatakować” Wiedeń. Pojechaliśmy na kilka samochodów, z noclegiem po drodze w Ustroniu. W sobotę dotarliśmy do stolicy Austrii, zarezerwowaliśmy wcześniej hotelik na przedmieściach. Jeden z kolegów „wsławił sie” tym, że dwie i pół godziny przed startem na śniadanie zjadł … sporą kiełbasę z rusztu. Ale trzeba mu oddać honor, że później bardzo dzielnie walczył do końca i zrobił chyba nawet życiówkę. Mi rownież udała się wówczas ta sztuka (mam na myśli pobicie życiówki a nie zjedzenie kiełbasy), po raz drugi w życiu zszedłem poniżej 3 godzin (bodajże 2:58:51). W załączeniu fotka naszego teamu. Piękne czasy. Później, w roku 2011 w kilka osób byliśmy też na maratonie w Paryżu, po raz ostatni w niebieskich barwach Ery.
Ech, piękne czasy!

20140520-223717.jpg

2014.05.16 Kenijskie obrazy powracają … ludzie, twarze, emocje

Największe wrażenie podczas moich pobytów w Kenii zrobili na mnie ludzie zamieszkujący tę niezwykłą krainę. Twarze wyrażające emocje w zupełnie inny sposób niż czynimy to my. Pełna harmonia z otaczającą naturą. Sceny niczym z kiczowatego filmu, a jednak przesycone naturalnością. Koza na motocyklu. Dzieci wodne na jeziorze Baringo. Dwóch zagubionych biegaczy. Człowiek z brakami w uzębieniu. Te obrazy wracają wciąż do mnie… Magia !

20140516-232403.jpg

20140516-232413.jpg

20140516-232421.jpg

20140516-232430.jpg

20140516-232441.jpg

20140516-232448.jpg

20140516-232455.jpg

20140516-232503.jpg

20140516-232512.jpg

20140516-232519.jpg

2014.05.11 Magiczna kraina leży ledwie 7 tysięcy kilometrów stąd

Co sprawia, że Kenia jest ojczyzną tak wielu wspaniałych biegaczy? Na czym polega magia Kenii? Odpowiedź na to pytanie nurtuje mnie coraz bardziej, nie ma na nie prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Jest to temat-rzeka, który będę tu chciał systematycznie pogłębiać.

Na początek, już wkrótce, rozpocznę od przedstawienia historii kenijskiego bohatera, pierwszego mistrza olimpijskiego z tego kraju z roku 1968 z Meksyku (a potem także z Monachium 1972), Kipa Keino.

2014.05.11 Lekkoatletyka – Królowa. Zaglądamy do historii…

Lekkoatletyka to moja wielka pasja od wczesnych lat dzieciństwa. Chciałbym podzielić się z Wami w tym miejscu mojego bloga tym, co sprawiło, że uważam lekkoatletykę za prawdziwą Królową.

Już wkrótce pierwsza opowieść jak to kiedyś pięknie bywało … Na dobry początek, sięgnę 50 lat w tył, do czasów Wunderteamu, kiedy sport był inny niż teraz. Niestety pod wieloma względami lepszy.