2013.11.20 Przemyślenia przy kawie czyli cel wiosenny ustalony: 2:41:59

Dziś był ciężki dzień w robocie, właśnie chwilę odreagowywuje przy kawie. A jak można najlepiej odreagować? Oczywiście, wybiegając myślami wprzód i … definiując sobie kolejne wyzwania. Jak zwykle nie zamierzam ich trzymać tylko dla siebie, w końcu po to jest ten blog, aby móc się z Wami dzielić tym, co mi w głowie siedzi.

Tym razem więc Warszawa, 13.04. Orlen Warsaw Marathon i zarazem 84. Mistrzostwa Polski w maratonie. Cel tym razem będzie potrójny:
- cel główny to 2:41:59 – skoro trener we mnie wierzy to nie mogę inaczej :-)
- 15 miejsce w mistrzostwach Polski
- podium w kategorii wiekowej (40-49)

Teraz wypada tylko mieć nadzieję, że ciężka harówka (od początku grudnia) i 2 tygodnie ponownego udeptywania czerwonej ziemi kenijskiej w lutym nie pójdą na marne!

Szczegóły planu treningowego będe dopiero ustalał z trenerem. Jestem jednak świadomy, że aby móc marzyć o takim wyniku w maratonie, konieczne będzie znaczne „przykręcenie śruby” – jeszcze bardziej wielopłaszczyznowe jednostki treningowe z jeszcze większym zaangażowaniem i wiarą we własne możliwości. Frankfurt to już przeszłość, skupiam się na nowej robocie do wykonania! Maraton w 2:42 lub lepiej biega w Polsce tylko około 60-70 osób, z czego około 20 amatorów, tak więc żarty sie skończyły. 2:42 to w porównaniu z 2:45 ponad 4 s poprawy na kilometrze. To oznacza, że wczesną wiosną muszę polecieć dychę w 35:30, a połmaraton (zapewne w Krakowie 23 marca) w 1:17. Inaczej się nie da. Motoryka musi pójść do przodu. A niestety, jak to już dokładnie opisał Newton trzysta lat temu, prędkość jest silnie związana z siłą. Czeka mnie więc wylewanie potu na siłowni podczas ćwiczeń obwodowych oraz regularne kończenie treningu biegowego kilkudziesięciominutową sesją ćwiczeń siłowych w domu.

Zwiększy się z pewnością również kilometraż. Aż się boję co zobaczę w rozpisce od trenera np. Na styczeń – przypuszczam, że będzie to 100-110 km tygodniowo. Będzie spora paleta różnego rodzaju jednostek bieganych na niepełnym wypoczynku, będą „long run’y” (czyli „wycieczki biegowe” w terminologii Jerzego Skarżyńskiego), które akurat kocham – uczucie po zakończonej zimowej niedzielnej trzydziestce bieganej po skrzypiącym śniegu w lesie w słoneczny mroźny dzień  trudno przyrównac do czegokolwiek innego.

Aby to wszystko wytrzymać, niezbędna będzie odpowiednia regeneracja, wyraźnie szerzej zaplanowana i realizowana niż dotychczas. Regularne masaże, kąpiele solankowe, sauna, być może także kriokomora, oczywiście zaś przede wszystkim zwyczajny wypoczynek i sen.

Największą część każdego dnia powszedniego poświęcam na pracę menadżerską w telekomie i mam wielkie szczęście, że moja praca zawodowa jest dokładnie tym, co kocham i co zawsze chciałem robić. Przede wszystkim zaś mam prze-kochaną Rodzinę, wszystkie 3 dziewczyny dodaja mi sił i kibicują. Można więc powiedzieć, że rodzina, praca i sport mnie wzajemnie nakręcają. Zmęczony mam prawo więc być po przyjściu z treningu, ale nie w biurze, nie podczas spędzania czasu wieczorem z córkami (dla mnie ten czas jest jak turbo-doładowanie akumulatorów) i nie przy rozpoczęciu kolejnego treningu! Regeneracja to słowo-klucz!

Ekipa na Kenię już się właśnie uformowała, kolejna przygoda życia za pasem. Wyjazd 31 stycznia, aby jednak ten drugi już obóz w Iten był maksymalnie efektywny, muszę wcześniej bardzo dobrze przepracować grudzień i styczeń. Nie moge się juz doczekać, kiedy pierwszy raz polecimy na pętlę wokół Iten. Najpierw około 3 km duktem obok drogi asfaltowej prowadzącej do Eldoret, potem skręt w lewo, pagórkami między stawami, potem ten długi, kilkusetmetrowy podbieg, gdzie nastąpi pierwsza weryfikacja aktualnej formy (w końcu będziemy na poziomie Rysów, 2,5 km n.p.m., zawartość tlenu jest sporo niższa).  No i zbieg w kierunku stadionu Kamariny, potem długa prosta obok hotelu Wilsona Kipsanga, rekordzisty świata w maratonie, by na końcu wbiec z powrotem na teren ośrodka Lorny Kiplagat, gdzie będziemy mieszkać. Nie tylko my – razem z nami cała reprezentacja Wielkiej Brytanii z podwójnym mistrzem olimpijskim Mo Farahem na czele! Na stadionie Kamariny spotkamy zapewne Dawida Rudishę, rekordziste świata na 800 m i mistrz olimpijskiego na tym dystansie, a podczas zajęć core stability w gym’ie wraz z nami trenować będzie dwukrotna mistrzyni świata w maratonie Edna Kiplagat …

Walizka sama się otwiera i juz zaczynam sie pakować :-)

Oby tylko zdrowie dopisało.

20131120-104954.jpg

2013.11.11 Bieg Niepodległości – 35:59 czyli życiówka – wisienka na torcie na koniec sezonu!!

bieg-niepodleglosci2013

No i udało się. Uparłem się na złamanie tej bariery 36 minut na 10 km i wreszcie dopiąłem swego. Było to piąte podejściu w tym roku, na sam koniec sezonu. Nie udało się w maju w Biegu Dookoła Zoo (36:14), potem też niewiele zabrakło w Łodzi na Biegu Piotrkowską (36:08), w lipcu było za gorąco podczas Biegu Powstania, we wrześniu nie trafiłem na swój dzień w Tomaszowie Mazowieckim.

Dzisiaj jednak było wszystko jak należy – super pogoda (6 stopni z lekką bryzą), pozytywne nastawienie psychiczne, co ważne (i może decydujące) był też luz – po maratonie we Frankfurcie miałem poczucie, że tegoroczny cel i tak już osiągnąłęm. Pobiegłem na wielkim luzie, bez obciążeń. Co ważne, po raz pierwszy przemogłem się i pobiegłem inaczej taktycznie niż zawsze: od startu bardzo mocno, na połówce było 17:40(!). Wiedziałem, że ostatnie 3 kilometry będę padał i chodziło o to, żeby wygrać z samym sobą i wytrzymać w miarę szybkie tempo, które na pewno będzie jednak słabło.

Kilometr przed metą spojrzałem na zegarek i szybko policzyłem – jeżeli polecę w 3:40, złamię 36. Udało się co do sekundy, dokładnie zmierzono mi 35:59.15. Na „kratach” wykonałem rzut, niczym Bolt, widziałem bowiem zegar…

Satysfakcja ogromna, sezon rewelacyjny.

Maraton – 2:45:31

Półmaraton – 1:18:23

10 km – 35:59

5 km – 17:15

3 km – 9:57

Mnóstwo pozytywnej energii na przyszłość.

Teraz 3 tygodni regeneracji bez biegania – należy się :-)

20131111-165616.jpg

20131116-182658.jpg