2013.06.16 Podsumowanie sezonu wiosennego

Wczorajszym Biegiem Ursynowa zakończyła się moja wiosenna seria startów, na dystansach dość zróżnicowanych, bo od 3 do 42 km. Trudno nie być zadowolonym z tej serii, biorąc pod uwagę złamanie życiówek na każdym dystansie (9:57.7 – 3 km, 17:15 – 5 km, 36:08 – 10 km, 1:19:55 – półmaraton oraz ten najcenniejszy 2:47:23 w maratonie). Wczorajszy bieg w upale na 5 km na warszawskim Ursynowie nie przyniósł jednak kolejnego rekordu, choć apetyty na niego miałem spore.

Równie ważne, jak wyniki, było jednak to, że dzięki wielu różnym czynnikom, moja radość z biegania jest obecnie przeogromna. Kiedy wychodzę rano na tradycyjną pętlę po Lesie Chojnowskim, łapiąc każdym oddechem rześkie i świeże powietrze, delektując się widokiem porannej mgły nad polami żabienieckimi, spotykając po drodze stadka sarn, nie potrzeba mi nic więcej by czuć się prawdziwie wolnym człowiekiem (choć zawsze na pierwszym miejscu jesli chodzi o kreowanie poczucia wolności będe stawiał góry). 

Jeszcze jedno. Kenia. Zwykle jest tak, że gdy człowiek wraca z jakiejś wyprawy, to wspomnienia są na początku barwne i żywe, z czasem zacierają się, by w końcu zamienić się jedynie w fotografie w albumie. W przypadku mojej Kenii jest (stety lub niestety) wprost przeciwnie. Chęć powrotu tam jest z każdym tygodniem coraz silniejsza. Kenia dała mi nieprawdopodobną wręcz siłę do działania i nie mam tu na myśli tylko biegania.

Jak to u mnie, jeśli jest podsumowanie kończącego się okresu, nie może zabraknąć planów na okres kolejny. Celem nadrzędnym (biegowym) w tym roku jest (i coraz silniej jest!) 27 października, Frankfurt i złamanie progu 2:45. Wiosenne starty umocniły mnie w przekonaniu, że jest to w moim zasięgu. Sporo ostatnio studiowałem filozofię treningu Jacka Danielsa, przemyślałem także wszystko to, czego dowiedziałem się podczas obozów bieganie.pl. Nie umniejszając nic teorii treningu Jerzego Skarżyńskiego, któremu jestem i będę wierny, dzięki Danielsowi zwracam teraz większą niż kiedyś uwagę na kilka spraw – między innymi na biegi interwałowe z odpowiednią (precyzyjnie wyliczoną) prędkością, rytmy (ze zwracaniem dużej uwagi na technikę i ekonomiczność biegu). te elementy treningu będa jescze gdzieś tak do połowy lipca stanowiły u mnie bazę. Mam nadzieję, że te 3 „szybkościowe” miesiące (od maja do lipca) pozwolą mi na pracę na wyższych szybkościach w miesiącach kolejnych – wówczas już na sporo dłuższych odcinkach.

Kolejnymi elementami wokół-trenigowymi, na które zwracam bardzo dużą uwagę jest właściwa dieta (przy okazji - polecam wszystkim książkę Anity Bean „Żywienie w sporcie – kompletny przewodnik”) oraz właściwa regeneracja. Osobiście uważam, że jestem w stanie przy idealnie przepracowanym okresie do końca października oraz przy idealnych warunkach pogodowych zejść we Franfurcie do poziomu 2:39:59, ale idał rzadko kiedy ma miejsce, stąd ustawiam cel realnie.

Trzymajcie kciuki, pozdrawiam!

 

2013.06.01 Piaseczyńska Piątka – 5km – 17:15 życiówka

Czy mogło mnie zabraknąć na starcie dzisiejszego biegu na 5km, prowadzącego najbliższymi mojemu sercu ulicami mojego rodzinnego miasta? Tu się wychowałem (no, przynajmniej zacząłem się tu wychowywać, bo tylko tak można chyba nazwać okres pierwszych siedmiu lat życia), tutaj z powrotem „osiadłem” 10 lat temu. Tutaj trenuję, znam każdy kamień itd itd.

Bieg organizowany przez Stowarzyszenie Kondycja, czyli wielkich krzewicieli biegania w Piasecznie i okolicy – Renatę i Wiesława Paradowskich. Atestowana, asfaltowa trasa, wijąca się uliczkami i wzniesieniami (tak tak, suma wzniesień wynosiła ok.70m), piękna pogoda (choć jeszcze pół godziny wcześniej zaskoczyła wszystkich spora ulewa) – nic tylko powalczyć po raz kolejny z własnymi słabościami i dać z siebie wszystko. Ja chyba z resztą nie umiem inaczej, tak już mam…

Przed startem, jak zawsze, spotkałem sporo znajomych – między innymi Dominikę Stelmach, wracającą na biegowe listy startowe oraz Michała Żurawskiego (fotka w załączeniu). Jak się potem okaże, czas Dominiki, jak na miesiąc po porodzie, jest istną rewelacją i chyba rekordem Polski w tej kategorii :-)

Nie mogę nie wspomnieć o biegu na 700 metrów moich córek, który odbył się przed biegiem głównym. Obie wspaniale wytrzymały kondycyjnie, zachowując sporą rezerwę sił! Nata i Ema trenują od roku lekką atletykę pod okiem właśnie Renaty i Wiesława.

Na starcie sporo (jak na skalę biegu) znanych nazwisk. Na starcie przepychanka, jest wąsko i ślisko, trzeba uważać. Organizatorzy zmienili początek trasy, z uwagi na zalanie bieżni stadionu musieliśmy startować z parkingu. Zająłem miejsce w czołowej grupce. Znając bardzo dobrze profil trasy, postanowiłem przebiec bardzo silnie pierwszy kilometr, pomimo, że prowadził on w większości pod górę. Wiedziałem, że środkowy odcinek trasy jest bardzo przyjemny i że będzie można tam odetchnąć. Wyszło 3:23. Drugi – po płaskim 3:22. Oddychałem bardzo głośno ale podobnie głośni byli moi towarzysze w mini-grupce). Trzeci kilometr – trochę musiałem zwolnić, do 3:34. Na czwartym kilometrze 3:36. Ostatni kilometr w większości z górki i udało się wykręcić 3:20.

Rezultat satysfakcjonuje mnie w zupełności: 14 miejsce open, zwycięstwo w kategorii Masters (+40) oraz życiówka poprawiona o 47 sekund, co na 5 km jest przepaścią. Wynik 17:15, dający pewne (choć nieduże) szanse na powalczenie o 16:59 na szybkiej trasie Biegu Ursynowa za 2 tygodnie.

W każdym razie – Kenia wciąż działa i piękna passa trwa. Oby jeszcze trwała długo!

P.S. Dodałem nową zakładkę do bloga: „Aktualne rekordy życiowe i historia moich startów biegowych”

Image

ImageImageImage

 

 

20130603-155348.jpg