2014.12.21 Magia przedświątecznego weekendu

Siedzę sobie właśnie w moim ulubionym fotelu, tuż obok świerkowej (tym razem, bo zwykle jodła) choinki. Z głośniczków tableta sączy się „Christmas piano” Jima Brickmana, a ja z kolei sączę espresso z filiżanki na stoliku. Ten ostatni przedświąteczny weekend ma zawsze jakiś taki fajny, magiczny klimat (o ile tylko nie spędza się go na walce na łokcie w galeriach handlowych). Moje dziewczyny już odliczają … wiadomo co … jeszcze 3 dni… Do kompletu brakuje tylko nieco białego puchu ale nie przesadzajmy, i tak jest pięknie :-)

W moim przypadku oprócz tego, że magiczny, to jest on (a właściwie był) jeszcze bardzo pracowity :-) Jak cały tydzień z resztą, już trzeci tydzień przygotowań do kwietniowego maratonu w Łodzi. Stał pod znakiem dwóch kluczowych słów: siła i kilometraż:
- siła (robiona kilka razy w tygodniu, w różnej formie, zarówno dynamicznej, jak i statycznej)
- praca objętościowa (kilometraż w I zakresie), czyli budowanie wytrzymałości.
To dwa fundamenty, które mają być silniejsze niż dotychczas, ponieważ ich zadaniem będzie już od lutego umożliwienie mi wytrzymywania niezwykłej (jak dotąd dla mnie) intensywności treningów wytrzymałości tempowej. Bez tego, nie mam co marzyć o zbliżeniu się do tempa w okolicach 3’50/km w biegu maratońskim.

Wracając do mojego pracowitego weekendu, może kilka słów o nim, bo mam sporą satysfakcję, że wszystkie założenia treningowe, jakie zaplanowaliśmy sobie z trenerem, udało mi się zrealizować. Był więc kross, było długie wybieganie, była sesja ćwiczeń mięśni posturalnych i była odnowa biologiczna :-)

Jednym z ulubionych rodzajów „zimowych” jednostek treningowych, stosowanych przeze mnie od wielu lat, jest kross. Trening ten, o ile jest biegany aktywnie, w II zakresie wytrzymałości biegowej (na tętnie 160-165), stanowi połączenie budowania dynamicznej siły mięśniowej i zarazem kształtowania cech wydolnościowych układu oddechowego i krwionośnego. Wczoraj zrobiłem taki 10 kilometrowy kros (biegam po jednokilometrej pętli o sumie przewyższeń ok. 25m, czyli w sumie 250m przewyższeń – całkiem sporo), a wieczorem zaaplikowalem sobie małą odnowę biologiczną (solankę poprzedzoną półgodzinnym „masującym” truchtem), ponieważ wiedziałem, że to dopiero początek „atrakcji” weekendowych …

Główna część tychże atrakcji miała miejsce dziś. Skoro niedziela, to … chyba na całym świecie biegacze długodystansowi robią ten sam rodzaj treningu, długie wybieganie. W moim przypadku moze jeszcze nie jakieś skrajnie długie, bo zaledwie 22 km, ale muszę przyznać, że i tak trochę dało mi w kość. W końcu cały tydzień wysiłku już się skumulował. Robiąc long run ważne jest trzymanie się określonego, dość niskiego tętna, nie powinno ono przekraczać 65-70% tętna maksymalnego. To ma być praca wyłącznie bazująca na długim czasie trwania, przy stosunkowo niskiej intensywności.

Na zakończenie, 40 minutowa sesja core stability. W miłym, pachnącym i świecącym towarzystwie Co widać z resztą na załączonym obrazku.

Życzę Wam Wesołych Świąt – spędzonych aktywnie! U mnie kilometraż wzrośnie już do niemal 90 km, ale świątek piątek czy niedziela – bez pracy nie będzie kołaczy, prawda trenerze? :-)

20141221-144747-53267694.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>