2016.04.24 Bieg Oshee 10 km 36:08

IMG_8061

I am back !!!

36:08 na 10 km w trudnych warunkach (silny wiatr),to był jeden z najlepszych moich biegów w wielu ostatnich miesiącach. Była dynamika, był rytm, wróciła pewność siebie. Ostatni km długi finisz w tempie 3:20 (małe ściganko w kilkuosobowej grupie, zupełnie jak a finiszu jakiegoś wyścigu kolarskiego, z chowaniem się za plecami i atakiem na ostatnich 300m)

Teraz kilka miesięcy pracy nad wytrzymałością szybkościową i siłą ogólną. Jeszcze przed wakacjami zamierzam zbliżyć się do 35:30-35:40 na 10 i 17:00 na 5 km. Cel na jesień tylko jeden – 2:42 w maratonie i jest on realny, wiem teraz o tym.

2016.04.14 Co tam z tym moim bieganiem?

Ostatni wpis był 11.11.2015 – po Biegu Niepodległości …

Co się ze mną dzieje? Zaprzestałem pisania na blogu –  więc może przestałem biegać? Ci z Was, którzy mnie znają osobiście wiedzą, że to mało możliwe.

No cóż, życie, jak to się mówi, wytycza nieraz swoje ścieżki i ustawia priorytety. Dla mnie w ostatnich miesiącach było tych priorytetów kilka, zarówno zawodowych, jak i rodzinnych i – nazwijmy to – organizacyjnych. Stąd też pewne zaniedbanie i brak świeżych wpisów na niniejszym blogu. Na Facebooku sprawa miała się już nieco lepiej, swoją drogą zapraszam na www.facebook.com/pokonamsiebie

Wracając do biegania. Sprawia mi ono wciąż niesamowitą frajdę, nie mam (tfu tfu) kontuzji, choć muszę uważać na mojego Achillesa – nie powinienem go nadwerężać.

Plan obecnie wygląda następująco:

1.  Po nieudanym Półmaratonie Warszawskim, zdecydowałem, że maratonu na wiosnę nie biegnę. Skupiam się na biegach 5 i 10 km. Planuję kilka startów na tych dystansach aż do końca czerwca. Pierwszy już za tydzień – 10 km w Warszawie przy okazji Orlen Marathonu (zwie się ten bieg fachowo Oshee Bieg na 10 km)

2.  Nadchodzący maj to jeden z moich ulubionych miesięcy treningowych – super temperatura, świeżość powietrza, fantastyczne jest to wszystko. Zwykle jednak, przez 11 lat z rzędu, maj był miesiącem regeneracyjnym po kwietniowym maratonie. Był miesiącem leczenia mikrourazów. Tym razem będzie inaczej. Będę na świeżości i będę się cieszył z każdego kroku biegowego w moim Lesie Chojnowskim. Już teraz robi mi się przyjemnie na samą myśl.

3. Maj i czerwiec będą miesiącami kształtowania szybkości. Może bardziej – ze względu na moje 46 wiosen – podtrzymywania szybkości. Na jesieni zamierzam nie tylko powalczyć o życiówkę w maratonie, ale też zejść poniżej 35 minut w biegu na 10 km.

pozdrawiam wszystkich

Maciek

 

 

2015.11.11 Bieg Niepodległości (10 km) 36:21

36:21 na 10 km w Biegu Niepodległości (85 miejsce Open) na koniec nie najbardziej udanego biegowego roku.
Nie było jednak w 2015r też źle, trzeci rok z rzędu udaje mi się utrzymywać poziom okolic 2:45 w maratonie, co nie jest wcale sprawą prostą. Poza tym, na wiosnę ustanowiłem wartościowy rekord życiowy w półmaratonie (1:17:18)
Z zakończonego właśnie sezonu biegowego będę musiał wyciągnąć wnioski.
Póki co 2 tygodnie regeneracji.

2015.10.25 Frankfurt Marathon 2:46:18

zdjęcie

 

Frankfurt Marathon 2:46:18. Tyle zdołałem dziś wyszarpać. W tym roku nie było mi (z różnych, nie tylko sportowych, przyczyn) łatwo przygotować się do tego startu.
Pierwsze 20 km planowo po 3:55 i potem też chciałem planowo - czyli postawiłem wszystko na jedną kartę, przechodząc w tempo 3:50. Nie udało się, ale wynik uważam i tak za wartościowy, czwarty na 21 moich dotychczasowych startów maratońskich.
Dziękuję wszystkim, którzy dziś ściskali za mnie kciuki.

2015.09.13 Półmaraton Tarczyn – 1:19:54, 9 miejsce; 2015.10.03 Kozienicka Dycha – 36:04

13 września. Pierwszy start w zawodach od trzech miesięcy. Polmaraton w Tarczynie – stolicy naszego sadownictwa. Trasa bardzo wymagająca, pagórkowata (suma przewyższeń 120 m), spory wiatr 6 m/s. Skupiłem się na taktycznej walce z czterema innymi zawodnikami o załapanie się do pierwszej dziesiątki, szarpałem trochę tempo, próbując ich zgubić. Udało się, zająłem 9 miejsce na 800 startujących (i chyba 3 w kategorii wiekowej), tak więc de facto w całkiem sporym biegu ulicznym i uważam ten wynik za całkiem wartościowy, choć sam czas jaki osiągnąłem 1:19:54 wolałbym przemilczeć…

Podczas biegu czułem jednak początki mocy, ktorej apogeum mam nadzieję nastąpi we Frankfurcie za 6 tygodni.

—————————–

3 października. Kozienicka Dycha, start „z treningu”, celem nie była dziś życiówka, lecz bardzo silny akcent treningowy przed maratonem we Frankfurcie za 3 tygodnie.

36’04″, 3 miejsce w kategorii wiekowej (zwyciężył tu mój partner treningowy Michał Żurawski), bodajże 16 miejsce w Open (a z kolei tu na wysokim 6 miejscu, Jakub Pudełko, tak więc Piaseczno dziś było aktywne)

(null)

2015.06.24 Krok w tył, żeby potem robić 3 kroki wprzód

Minionej zimy, począwszy od 1 grudnia do końca kwietnia, wykonałem najbardziej intensywny w moim życiu cykl przygotowawczy do biegu maratońskiego, z wisienką na torcie czyli dwutygodniowym obozem w Kenii oraz następnie z … figą z makiem na  tym samym torcie, czyli nieudanych biegach w Łodzi (zejście z trasy maratonu na 34 km) i Warszawie (2:53). Byłem zły. Potwornie zły, ale z drugiej strony od razu wiedziałem, że tak tego nie zostawię. Praca została wykonana, przygotowanie tlenowe i siłowe jest we mnie. Już teraz nie chce mi się nawet rozważać co nie zagrało w takim razie. Możliwe, że przyczyna była poza-fizyczna, związana z wydarzeniami, które równolegle działy się wówczas w moim życiu zawodowym. Moja konstrukcja psychiczna jest taka, że złość mobilizuje mnie podwójnie do dalszego wysiłku i pracy. Tak też się stało.

Stara mądra maksyma mówi, że niekiedy trzeba się cofnąć, aby móc następnie wyraźnie przyspieszyć. Tym krokiem zrobionym „w tył”, w moim przypadku, czyli przypadku biegacza, który od 11 lat regularnie robił dziesiątki kilometrów tygodniowo była dwumiesięczna przerwa od treningów po kwietniowych biegach. Odpoczywałem, regenerowałem się, planowałem, myślałem, robiłem mnóstwo różnych rzeczy, ale nie chciałem za wcześnie ponownie wchodzić w rytm treningowy. Świadomie dałem odpocząć sobie w ten sposób odpocząć nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Od czasu do czasu robiłem co prawda jakieś truchty, nawet pobiegłem z 2 czy 3 razy chyba 8 kilometrów, ale to nie było to. Przyznam szczerze, że kiedy po miesiącu odpoczynku spróbowałem pobiec ze 100 czy 200 metrów pobiec tempem 3:50 – 3:55, to … aż sam się przeraziłem, że w październiku byłem w stanie biec tak przez ponad 42 kilometry! Nie byłem sobą, inaczej zupełnie czułem mięśnie, ścięgna, jakbym był w nie swojej skórze. Postanowiłem więc … zrobić sobie kolejny miesiąc przerwy :-)  W drugim miesiącu odpoczynku jeszcze więcej czasu poświęcałem na odnowę biologiczną, przekonałem się na przykład do wałka do masażu – szczerze polecam!

To wszystko pozwoliło mi zregenerować się fizycznie i psychicznie. Od 15 czerwca biegam, co ważniejsze treningi sprawiają mi tak dużą frajdę, jak nigdy. Wynajduję nowe pętle biegowe, cieszę się każdym krokiem i każdym oddechem, wsłuchuję się w lesie w odgłosy przyrody. Oczywiście daleka teraz przede mną droga, żeby dojść do formy sprzed kilku miesięcy, ale postępy widzę z każdym dniem. Jestem optymistą jeśli chodzi o to, co uda mi się jeszcze w tym roku dokonać. Do 25 października jeszcze całe 4 miesiące czasu. Wystarczająco dużo, żeby na mecie we frankfurckim maratonie móc unieść ręce w geście triumfu :-)

2015.06.13 Bieg Ursynowa 5 km – 18:25

Koniec długiej laby. Mój organizm potrzebował dłuższego niż zwykle odpoczynku. Cały maj i połowa czerwca to była zatem regeneracja, odnowa biologiczna i na dobrą sprawę moje bieganie w tym okresie było symboliczne.

Dzisiaj jednak, startem w Biegu Ursynowa na 5 km, WRACAM! Od poniedziałku – początek 20-tygodniowych przygotowań do maratonu we Frankfurcie 25.10, gdzie zamierzam istotnie zbliżyć się do upragnionej granicy 2:40.

Wynik dzisiejszych zawodów jest słaby, bo nie mogło być inaczej (i zupełnie nie o wynik dzis chodziło, ale gwoli formalności chyba około 18’20). Przede wszystkim, cieszę się, że po odpoczynku, bieganie sprawia mi tak dużą frajdę, jak chyba nigdy. No i teraz – stopniowo, powoli ale konsekwentnie będę odpalał „kolejne silniki”.

Przede mną zatem 20 tygodni pracy. Właśnie to dla mnie w bieganiu jest super. Stawiać sobie cel i do niego dążyć. Otwieram kolejny rozdział – trzymajcie kciuki i pozdrawiam !

2015.04.29 Orlen Warsaw Maraton 2:53:55

Decyzja o tym, że pobiegnę w Orlen Maratonie zapadła u mnie w piątek rano. Czułem się (tak mi się wydawało) znakomicie i postanowiłem raz jeszcze w odstępie tygodnia podjąć wyzwanie maratońskie. W końcu – zejście na 34 km to nie to samo, co ukończenie ponad 42 km – pomyślałem – i okazało się, że jednak byłem w błędzie. Teraz wiem, że to nie miało prawa się udać.
Nie mam zamiaru zanudzać o moim biegu, bo nie ma za bardzo czym. Do niemal 30 kilometra wszystko szło jednak zgodnie z założeniami. Potem nogi po prostu z każdym kilometrem traciły na dynamice i sprawiały wrażenie zmieniać się w nogi ze stali a potem nawet z ołowiu. I to tyle.

Jednakże …

… końcowy kilometr będę długo pamiętał. Wcale jednak nie z powodu słaniania się i biegania zygzakiem z gwiazdami przed oczami. Biegłem co prawda w tempie wolnym ale równym i z pełną kontrolą nad organizmem. Otóż – kiedy już okrążałem Stadion Narodowy i do mety brakowało właśnie około kilometra, dogonił mnie Bogdan Barewski. Człowiek – instytucja, o którym jeszcze kiedyś na pewno więcej napiszę, którego miałem okazję a właściwie zaszczyt poznać osobiście w tym roku w Kenii. Bogdan postanowił w niedzielę zaatakować rekord Polski w kategorii 60+. Ostatnie kilkaset metrów przebiegliśmy razem, moje siły miały jeszcze wystarczającą rezerwę, by zerwać się do finiszu i „pociągnąć” Bogdana. Kiedy wbiegliśmy na długą, ostatnią prostą, doping widzów zapewne nie był mniejszy niż gdy kończyła bieg czołówka, ja rzecz jasna załapałem się rzecz jasna na ten doping fartownie i przy okazji.

Bogdanowi zabrakło kilkadziesiąt sekund do rekordu, ale czas, jaki osiągnął (2:53:59) okazał się drugim najlepszym czasem w swojej kategorii wiekowej w tym roku na świecie!
Wielki, wielki szacunek dla Bogdana Barewskiego. Czapki z głów!!!

A ja – z pokorą sypię głowę popiołem – maraton uczy bowiem tej pokory doskonale. Teraz chyba u mnie czas na 2 tygodnie wyluzowania i odpoczynku od biegania a może także i od pisania o bieganiu Emotikon smile Przed rozpoczęciem drugiej, letnio-jesiennej części sezonu, nie tylko ciało ale i głowa muszą być świeże i odpowiednio nastawione do dalszego boju.


Fot: serwis www.maratończyk.pl, wielkie dzięki za fajną fotkę!

(null)

2015.04.10 Dwudziesty maraton – finałowe odliczanie… cel 2:42:59!

Znów końcowe odliczanie ostatnich dni do maratonu. Za 10 dni po raz 20 (a więc jubileusz!) stanę na starcie tego królewskiego dystansu 42 195 m. Nazwa “królewski” jak najbardziej zasłużona, maraton to prawdziwy test dla ciała i ducha.

Sięgam pamięcią wstecz. 11 lat temu to całe moje bieganie się zaczęło. Na wiosnę 2004 roku podjąłem postanowienie, że na jesieni pobiegnę maraton. Pobiegłem. 3:51. Złamałem 4 godziny, byłem z siebie dumny. Stwierdziłem, że to fajne i że będę biegał maratony :-) Plany treningowe, lektura, douczanie, poznawanie innych biegaczy i z czasem również trenerów biegowych. Kolejne bariery udawało się systematycznie pokonywać.
2005 r – 3:26
2006 r – 3:15
2007 r – 3:08
No i pamiętne Dębno, 13 kwietnia 2008 r i historyczny dla mnie moment, złamanie trójki. 2:59:33.

Wkręciłem się na dobre, poprawiałem się … o minutkę każdego roku. Doszedłem w ten sposób do 2:54 i wtedy nastąpił przełom. Wszystkie elementy wiedzy, doświadczenia zmieszały się z psychicznym turbo-doładowaniem (po moim pierwszym pobycie na obozie w Kenii) i wyszło z tego 2:47:23 w 2013 roku. Potem poprawka na 2:45. A potem jeszcze na 2:44:12.

A teraz cel to 2:42:59 – trzeba to będzie wymęczyć, wypracować, wyszarpać. Każdym kilometrem, każdą decyzją na trasie. Mieć furę szczęścia i potrafić jeszcze je wykorzystać. To już jest szybkie bieganie, po 3’51 każdy kilometr i tak 42 razy.

Ale to i tak tylko stacja pośrednia do Pokonania Granicy 2:40. Zrobię to. Ale jeszcze nie teraz.

Trzymajcie kciuki za powodzenie – 19.04, Łódź.

(null)

Blog Macieja Górzyńskiego